Wypożyczalnia kaset wideo

Kilka lat temu, odeszłam z jednej z większych niemieckich korporacji. Pewnego ranka pojawiłam się w sekretariacie, składając wymówienie z powodu mobbingu.

Mobbing czyli przemoc psychiczna, była stosowana nie tylko na mnie, ale także na każdej z pracownic działu księgowości. Co ciekawe, nie mężczyzna był tego sprawcą, ale pięćdziesięcioletnia kobieta. Kobieta, która kiedyś urodziła martwe bliźnięta, i od której odszedł mąż, zostawiając ją dla młodszej kobiety. 

Nic dziwnego, że moja prześladowczyni… miała w sobie mnóstwo jadu. Aczkolwiek wtedy tak tego nie postrzegałam. Byłam zbyt młoda, aby w pełni rozumieć zaistniałą sytuację i odpowiednio ją zaadresować.  

Zamiast tego… nienawidziłam mojej szefowej, i nienawidziłam chodzić do pracy. Każdego ranka, na samą myśl aż się trzęsłam. Ale postanowiłam, że muszę wytrwać do końca studiów, bo ta praca je opłacała.

Kiedy wreszcie udało mi się stamtąd wyrwać, pamiętam że przez miesiąc wychodził ze mnie stres. Podejrzewam, że na dobre odbiło się to na moim zdrowiu. Nasze ciało bowiem, przetrzymuje wszystkie urazy, z którymi mózg sobie nie poradzi. 

Zaczęłam poszukiwania nowej pracy, ale na rynku nie było wtedy łatwo. Bez znajomości, w zasadzie nie było szansy na znalezienie czegokolwiek sensownego. Wtedy też jedna ze znajomych, spytała się czy nie chciałabym pracować w… wypożyczalni kaset wideo. 

Propozycja mnie kompletnie zaskoczyła. A to dlatego, że nie wyobrażałam sobie wtedy, że ze stanowiska księgowej, miałabym zejść tak nisko! Dodatkowo pracując w… piwnicy, za o wiele mniejszą stawkę. 

Po szybkim przemyśleniu sprawy, zdecydowałam że nie mam nic do stracenia i postanowiłam dać tej pracy szansę. 

Pierwsze dni, to było wdrażanie się w zakres obowiązków. W sumie nie było ich zbyt wiele. Poza dbaniem o ułożenie okładek na półkach, czasem trzeba było zamieść podłogę. Jak przychodził klient, to wbijało się do systemu numery kaset, które chciał wypożyczyć… i zgrabnie podawało się wybrane pozycje. 

Większość czasu, nie było tam ze mną żywego ducha. I nie było nic do roboty. Toteż zawsze towarzyszyła mi, jedna z książek Koontza, Kinga lub dla odmiany Coelho. Czasem włączałam sobie radio, aby cichutko w tle grało. Dzięki temu, mogłam też usłyszeć, kiedy ktoś do mnie schodził. 

Klienci trafiali się różni. 

Większość uprzejmie witała mnie i szybko podawała wybrane pozycje. Byli tacy, co miotali się po wypożyczalni, nie mogąc zdecydować czego chcą. Byli i tacy, co w zasadzie chyba przychodzili, aby się wygadać… jak im w życiu ciężko. Byli też i tacy, co usiłowali wkręcać mnie, w różnego rodzaju dyskusje.

Jednak, najciekawsi klienci, trafiali się… tuż przed samym zamknięciem. 

Jeden z klientów, był to zadbany mężczyzna, koło czterdziestki. Zawsze ubrany w elegancki płaszcz lub marynarkę. Szatyn, o zielonych oczach i lekkim zaroście. Można na nim było zawiesić oko, gdyby nie fakt, że był niesamowicie… sztywny.

Stając przede mną, podawał mi szybko kasety, które chciał oddać. Zazwyczaj zagadywał wtedy, o jakieś tytuły które miały wyjść. Zagadywał, z wystudiowaną arogancją. A to dlatego, że kasety które zwracał, zawsze ułożone były w tym samym porządku. Na górze bajka dla dzieci, pod spodem film sensacyjny lub rodzinny. A na samym dole, dwa pornole. I to nie byle jakie!

Mężczyzna ten, nie wypożyczał Króliczków Playboya. On wypożyczał filmy takie jak Włóż Go Przez Kratę, czy… Wesoły Bananek. Do tej pory nie mogę dojść, czy to było bardziej aby zaimponować żonie, czy też mężczyzna był tak naprawdę gejem. Jedno jest pewne… do kaset tych, często powracał. Bo komputer pokazywał mi, ile razy dana pozycja była wypożyczana. 

Drugi z klientów, był to siwy pan, na oko koło siedemdziesiątki. Swoim ubiorem i zachowaniem, przypominał mi profesora. Zazwyczaj opowiadał ciekawe historie, z licznych podróży. Albo zadawał mi nietuzinkowe pytania. Muszę przyznać, że dobrym był kompanem, do zabijania czasu. 

Kiedy już nie było o czym rozmawiać, przystępował do oglądania okładek na półkach. Jako jeden z nielicznych mężczyzn, był zupełnie frywolny. Nie ściemniał, jak większość, że patrzy się na środkowe półki. On otwarcie patrzył się… na samą górę. Widać przy tym było, jaką radość mu to sprawiało. 

Dla niewtajemniczonych, zaznaczę że to były czasy, kiedy kasety wideo z pornolami, wystawiało się na górnych półkach, po to aby dzieci ich nie widziały. To były też czasy (2003 rok dokładnie), kiedy poza kasetami wideo, mężczyźni mogli zadowolić się, magazynem Playboy. Internet w Polsce już działał. Ale działał wolno, przez co strony porno ładowały się, w nieskończoność na łączach modemu telefonicznego. A do tego miało się gwarancję, otrzymania na pamiątkę… komputerowego wirusa. 

Któregoś dnia, profesor podszedł do mnie, wyraźnie zasmucony. Spytałam się go, co się dzieje. Odpowiedział, że od kilku tygodni już czeka, na zwrot jednej z kaset, którą tak bardzo chciał zobaczyć. 

Poprosiłam go, aby przyszedł do mnie z okładką. Ku mojemu zaskoczeniu, moim oczom ukazały się, dwie kobiety udające policjantki, w skórzanych wdziankach! Do tego… trzymające na smyczy, mężczyznę w czarnej kominiarce, który udawał psa! 

Przyznam się, że to był mój pierwszy kontakt z BDSM. 

Aby zachować powagę sytuacji, zmusiłam się na poważną minę, choć moje myśli… pokładały się ze śmiechu. Jak widać, nie bardzo rozumiałam, o co w tym wszystkim chodzi. 

Mężczyzna spytał się mnie, czy jest może zatem coś podobnego na stanie. Spojrzał się na mnie błagalnym wzrokiem, dodając: – Wyglądasz na kogoś, kto się zna na tym temacie. 

Mało nie spadłam wtedy ze stołka. Wyskoczyłam z niego, jak z procy i żwawym krokiem, pomaszerowałam do półek. Analizując kolejne okładki, kątem oka widziałam, jak profesor przygląda mi się z zafascynowaniem. 

Dodam, że byłam wtedy w czwartym miesiącu ciąży, co u mnie wyglądało na szósty. Miałam na sobie skórzaną kurtkę. Oraz włosy długości trzech milimetrów. Tak. Dobrze czytasz. Miałam głowę ogoloną na łyso!

W każdym razie… podałam klientowi jedną z wyselekcjonowanych okładek. Z zaciekawieniem ją studiował. Po czym spytał: – Czy myślisz, że to treścią będzie przypominać, to czego szukam?. Zaczęłam i ja się przyglądać okładce.

Widniały na niej, dwie kobiety w strojach pielęgniarek. Jedna z nich trzymała strzykawkę, a inna jakiś dziwny metalowy przedmiot. Przed nimi siedział facet, ubrany w szpitalny fartuch. Usiłując zabrzmieć jak najbardziej przekonująco, wydusiłam z siebie, że no… ten… to widać po tym jak oni są ubrani, i po ich pozach. 

Profesor podskoczył z radości. Po czym spytał się, czy jak przetrzyma, to jaką poniesie za to karę. Uśmiechnęłam się, że obawiam się… że nie cielesną. Pożegnał się uprzejmie, i już go nie było. 

Siedemnaście lat minęło od tamtego czasu. I tylko fakt, że zastanawiałam się ostatnio, gdzie pracowałam… przypomniało mi ową historię. Muszę przyznać, że praca w wypożyczalni kaset wideo, było jedną z tych, które miło wspominam. 

Bowiem była to praca… trochę detektywa i trochę terapeuty. A ty… jaką pracę wspominasz najlepiej?

Wilczyca

Jedna myśl na temat “Wypożyczalnia kaset wideo

  1. To strasznie przykre, że musiałaś cierpieć z powodu mobbingu. Tyle się mówi, żeby nie pozwolić, by ktoś nami pogardzał. A kiedy faktycznie tak się dzieje… mało kto prosi o pomoc policję, adwokata lub korzysta z jakiejkolwiek innej formy pomocy. Bo ,,dam radę, jeszcze jeden dzień – miesiąc – rok”.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s