Ona Chinka, on Afrykanin – co powiedzą rodzice

Meiying spotykam po raz pierwszy na prywatnych lekcjach języka mandaryńskiego, czyli uproszczonego chińskiego (Chinese simplified). Wita mnie z delikatnym uśmiechem, prowadząc do pokoju nauki, w Międzynarodowym Instytucie Konfucjusza.

Porusza się z dużą gracją, ale równocześnie jest to bardzo naturalne. Jej twarz wydaje się być z porcelany. Tylko wodzące powoli oczy ją zdradzają. Przechyla głowę w lewą stronę, a długie do pasa włosy, płynnie podskakują falami. Zaczynamy lekcję.

 

Rok później kończymy moją naukę, ponieważ Meiying leci z powrotem do Chin. Jej wiza na pobyt i pracę w Anglii, nie została przedłużona. Spotykam ją przed wylotem do Beijingu. Chociaż że uśmiecha się, jej twarz kryje coś jeszcze… jest w niej jakiś smutek.

Zdawkowo pomiędzy grzeczną wymianą zdań (jak przystało na kulturę Angielską), nie opacznie wychodzi info, że nie wie co dalej będzie z jej związkiem. Staram się ją pocieszyć, choć zdaję sobie sprawę, że utrzymanie związku na odległość, nie wiedząc czy jeszcze się zobaczą, nie będzie łatwe.

 

Mijają dwa lata. Nawet nie wiem kiedy one zleciały. Meiying jest od roku z powrotem w Anglii. Wpadamy sobie w objęcia, prawie piszcząc z radości. Jest to tym bardziej ciekawe, że wcześniej nie byłyśmy w bliskiej relacji.

To pierwszy raz kiedy idziemy do kawiarni same. Bez grupy pozostałych studentów. Namawiam ją na ciasto szafranowe, w jednym z moich ulubionych Arabskich miejsc. Przez kolejne cztery godziny nasza rozmowa płynie jakbyśmy były najlepszymi przyjaciółkami od wielu lat.

 

Meiying opowiada jak jej ukochany, odwiedził ją w Chinach, kiedy to jeszcze nie wiedzieli czy ona będzie w stanie wrócić do Anglii. Z jednej strony ogromnie się cieszyła. Zaś z drugiej była pełna obaw. A to dlatego, że Kojo jest z Ghany. A to oznacza, że nie jest wyższej kasty Chińczykiem czy też białym rodowitym Brytyjczykiem.

Kiedy zatem w progu jej rodzinnego domu w Chinach, staje czarnoskóry młodzieniec, jej rodzice nie ukrywają rozczarowania. Pomimo wspólnie spędzonego czasu, który daje im obojgu mnóstwo radości, kiedy tylko Kojo wyjeżdża, rodzice wsadzają Meiying pod nóż.

Czarnoskóry?! Czyś ty zgłupiała? Przecież to nie ma przyszłości. Zobacz całe miasto o was gada, kogoś ty tu sprowadziła (w Chinach jest duży rasizm w stosunku do ludzi czarnoskórych).

Byś sobie Chińczyka wreszcie znalazła. Mamy dwóch kandydatów z miasta. Dobre prace. Dobre pensje. No ale! Czy cię zechcą?! Masz już 27 lat (w Chinach do tej pory kobiety po trzydziestce i bez męża, są potrzegane jako „bezwartościowe”)! Nawet nie myśl, aby robić doktorat. Wtedy to już napewno, żaden poważany Chińczyk cię nie zechce.

 

Patrzę się na nią z wyrazem współczucia i zrozumienia. Niestety nie zawsze rodzina popiera nasze wybory. Mówię jej, że najważniejsze to walczyć o swoje. To ona żyje z Kojo, a nie jej rodzina. To jest jej życie, a nie sąsiadów z Chin.

Meiying kontynuuje… Tą samą sytuację mamy z rodzicami Kojo. Oni z kolei mają problem z tym, że nie chodzę do kościoła i nie jestem chrześcijanką. Że moja rodzina mieszka w Chinach. Że ja nie zrozumiem Ghańskiej kultury. Że ja nie jestem dobrym materiałem na żonę, bo nie jestem wystarczająco posłuszna Kojo. A w ogóle to mam za wąskie biodra aby zostać matką!

W tym momencie nie wyrabiam i zaczynam się śmiać. Mówię jej, że oni wszyscy żyją według schematów, które narzuciło im ich społeczeństwo. I najlepsze jest to, że ślepo w to wierzą.

Opowiadam jej moją historię z Kongijczykiem. Opowiadam jej historię znajomego Anglika z Ghanką. Opowiadam także historię znajomej Chinki z Irlandczykiem. Wszystkie te historie różnią się od siebie, ale mają podobny problem… a co powie rodzina.

Rodzina zawsze będzie stawiała opór, a rodzice mówili, co z ich punktu widzenia wydaje się najlepsze. Chcą dla nich jak najlepiej. A ponieważ, że nie rozumieją innej kultury, to boją się jej. Dlatego też wydaje im się, że wasz związek jest od razu spisany na stratę.

 

Meiying mówi szeptem, że już sama nie wie czy kontynuować ten związek.

Pytam się jej: A lubisz z nim spędzać czas?
Odpowiada z ogromną ekscytacją: Taaak. Bardzo!
Mówię: No to masz odpowiedź.

Kontynuuj i ciesz się chwilą. Po co planować całe życie od razu. Po co odzierać się z radości momentu. Rozpadnie się… no to też dobrze. Będzie miejsce na kolejne doznania. Ponieważ życie jest ciągłą zmianą. Ludzie planują całe lata wprzód, nie rozumiejąc że najmniejsza rzecz po drodze i tak może to wszystko zaprzepaścić. Chociażby i nagła śmierć jednej z osób.

A głównym zadaniem rodziców, jest nauczyć swoje „młode”, aby mogły same dokonywać wyborów i poradzić sobie w życiu bez nich.

 

Meiying podchodzi i obejmuje mnie. Przytulam ją, a ona wyrzuca z siebie głęboki oddech. Patrzy się na mnie radośnie i mówi… przy tobie wszystko wydaje się takie proste. Przy tobie od razu mam dobry humor.

Żegnamy się. A ona odwraca się z piruetem i pędzi w podskokach na spotkanie z ukochanym.

Wilczyca

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s