Twoje cele a reakcja bliskich

Czasem tak bardzo brakuje mi mojego taty… Była to jedyna osoba w moim życiu, która rozumiała mnie w punkt!

Mogłam do niego pójść z czymkolwiek. Zwłaszcza jeśli chodzi o wyznaczane cele. Nawet jak wydawały się niemożliwe do zrealizowania, ojciec zawsze mnie jeszcze bardziej motywował.

Miał tą niesamowitą charyzmę, i pokojową waleczność. Może na skutek tego, że przeżył drugą wojnę światową, pomagając swojej rodzinie przetrwać. Choć miał wtedy jedynie osiem lat. 

 

Ostatnie lata tylko utwierdziły mnie w przekonaniu, że nie mam już ochoty dzielić się moimi aspiracjami z większością ludzi, która mnie otacza.

A to dlatego, że zamiast zareagować z entuzjazmem i pchnąć mnie wyżej ich reakcje są, najlepiej to ujmując… zabójcze. A Szczurzyca w jednym z artykułów nazwała to „podcinaniem skrzydeł” (o tym tutaj). 

Oto standardowe reakcje na moje idee:

  • ooo, no nic mi nie mówiłaś?! (z pretensją w głosie)
  • a po co ci to? (z tonem niedowierzania)
  • eee… może powinnaś zająć się czymś innym? („troskliwym” głosem)
  • osiąganie celów nie jest ważne (z tonem politowania)
  • no co ty mówisz?! no skoro chcesz tego, to radziłabym… (z głosem primadonny)
  • mojego celu nie da się osiągnąć, bo zdobycie Nobla nie jest takie łatwe (beztonowo, bo to był SMS)
  • no super (z kpiną w głosie)
  • kotek… to o czym mówisz, inni już dawno osiągnęli (z tonem mądrali)
  • och… będę się modliła za ciebie (płaczliwym głosem)
  • bardzo się cieszę (przez wycedzone zęby)
  • niezręczne milczenie i zmiana tematu.

Jaka jest moja reakcja na powyższe? Otóż uznaję, że mój rozmówca jest debilem. A na serio… kiedyś takie reakcje zupełnie mnie dobijały psychicznie. Obecnie wiem, że ludzie widzą świat na swój własny sposób. Najczęściej odwzorowują swoje obawy i rozterki na innych ludzi. Dlatego też być może nigdy nie zrozumieją mojego punktu widzenia. 

 

Wiem też, że jedyne co chciałabym usłyszeć w takiej sytuacji, kiedy dzielę się z kimś wizją to:

  • oh la la! zajebisty pomysł, dasz radę, szczerze w ciebie wierzę
  • yeah! powiedz mi o tym więcej, zamieniam się w słuch 
  • mega! chodź wyskoczymy na trening a potem idziemy zjeść coś smakowitego (osoba ta właśnie pomaga mi realizować oba z moich celów)
  • świetnie! masz moje wsparcie na 100%, będę cię motywować w chwilach zwątpienia
  • przybicie piątki, po którym następuje taniec radości z podskokami.

Wydawałoby się, że po tym jak pozbyłam się z mojego otoczenia ludzi toksycznych, wszystko powinno być już w normie (o tym pisałam tutaj). Jednak z opisanych reakcji, wynika że tak nie jest. Wielu będzie ci mówić, że chcą abyś odniósł sukces w tym co zaplanowałeś. Ale tak naprawdę, ich tolerancja skończy się w momencie, kiedy przekroczysz ich poziom (cokolwiek by to nie było: figura, zdrowie, dom, partner, oszczędności, podróże czy co tam jest na twojej liście celów).

 

Trzy lata temu przeczytałam na jakimś forum biznesowym, wypowiedzi dwóch przedsiębiorców. Jeden z nich postanowił się odchudzać, zaś drugi postanowił zbudować bardzo wysoko dochodowy biznes, pracując pierwsze trzy lata… także w weekendy. 

Każdy z nich przeżył podobne reakcje od najbliższych. Mianowicie… najpierw było niedowierzanie. Potem było „no w sumie to może i niegłupi pomysł”. Jak już widzieli, że zaczyna się tym biznesmenom powodzić w tym co realizowali… nagle było oburzenie, że „to nienormalne tak się odchudzać!”, „to nienormalne pracować w weekendy!”. 

Dodatkowo każdy z nich powiedział, że ich punkt widzenia na życie zupełnie mija się z tym jaki mają jego bliscy czy znajomi. Czują jakby była między nimi przepaść.

 

Przyznam się, że sama miałam takie odczucie jeszcze kilka lat temu. I zastanawiałam się wtedy czy to przedsiębiorczość sprawia, że człowiek zaczyna myśleć inaczej. Czy też jest to może wejście na inny poziom umysłowy i emocjonalny.

Jak na razie nie mam na to żadnej odpowiedzi, ale wiem jedno: Lubię wyznaczać sobie cele. Jak mawiał mój tato, „grunt to dobry plan”. Wiem, że jeden z tych celów jest prawie niemożliwy do zrealizowania. Ale jeśli nie uwierzę i nie spróbuję, to nie będę wiedzieć. 

Cel nie jest oczywiście najważniejszy. Jak mówi moja mama, „ważne są także doświadczenia, które zbieramy po drodze”.

Dlatego… czy się uda czy nie, ja będę nad nimi pracować i cieszyć się w tym samym czasie drogą, która mnie tam być może zawiedzie.

 

Na koniec dodam, że są wśród nas ludzie, którzy autentycznie potrafią zagrzewać do „walki” i cieszyć się z naszych sukcesów. Nie oceniają. Nie wywyższają się. Nie pomniejszają. Nie wbijają szpili w plecy. Stoją obok z entuzjazmem patrząc na twoją drogę. I tobie też drogi czytelniku takich znajomości życzę.

Wilczyca

Jedna myśl na temat “Twoje cele a reakcja bliskich

  1. Bardzo trafne! Najgorsze, że własna rodzina (z doświadczenia piszę), najskuteczniej podcina skrzydła i widzi najwięcej wad pomysłu. Ale już do pomocy (takiej nawet najmniejszej), to się nie garnie. Łatwiej jest przecież przypieprzyć.

    Dlatego jest tyle niezrealizowanych planów i skrzywionych mentalnie osób. Umieć odnaleźć się, tak jak ty to robisz… to FANTASTYCZNA UMIEJĘTNOŚĆ. Do pozazdroszczenia. 😊

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s