Kiedyś było lepiej…

Wydaje mi się, że kiedyś było lepiej.

Codziennie bombardowana jesteś tysiącem komunikatów. Pierwszy często wychodzi z twojego smartfona. Więc bezwiednie skrolujesz po ekranie “na wszelki wypadek” sprawdzając Facebooka. Co tam Iksiński jadł na śniadanie. Gdzie Kowalska pojechała, a ten farciarz Malinowski… znowu dostał świetną pracę. Za chwilę “na wszelki wypadek” sprawdzasz kto i co wrzucił na Instagram. No, ale przecież jest jeszcze Twitter. A skoro już na Twittera weszłaś, no to obowiązkowo trzeba luknąć co na LinkedIn. Ale zaraz! Jest przecież jeszcze dzisiejszy horoskop. A i ta aplikacja z Biblią. I ta aplikacja z…

Stop!!!

Czy nie wydaje ci się, że to wszystko przypomina cykl pralki? Jak przyjrzysz się temu z boku, to najpierw wszystko jest wrzucone razem do środka pralki. Miesza się ładnie. Niby łączy. Po czym przechodzi do wirowania. Używa całej swojej mocy. Ta pralka… to twój mózg.

A teraz wyobraź sobie, że jesteś w kasynie i siadasz sobie do jednej z maszynek z owocami. Musisz cały czas przyciskać guzik kiedy uważasz, że obrazki się zmaczują. Taki sam dokładnie mechanizm mają wszystkie media społecznościowe. Wchodzisz, widzisz jakieś zdjęcie znajomego. Dajesz “lajka”. Za chwilę dajesz kolejnego. I kolejnego. I tak mija czas…

Czy zadałaś sobie pytanie… po co to robisz?

Czy nie lepiej byłoby po prostu zadzwonić do tego znajomego? Nie możesz… bo dzieli was dystans kontynentów? No to zadzwoń z Messengera albo Skypa albo… Jest teraz tyle możliwości! Nie możesz? No to napisz wiadomość albo emaila. Ach no taaak… Przecież łatwiej dać cholernego “lajka”. Odbębni całą sprawę.

Trzy godziny później…

Wyglądasz zza biurka, z siódmego piętra korposzczurowni. Jest piękna pogoda. I pora lanczu. Wyjmujesz telefon i wchodzisz w mapy Google. Co by tu dziś zjeść? Po kolei wyskakują rekomendowane w okolicy lokale. Sprawdzasz menu każdego z nich. Idziesz jeszcze na Facebooka. Może, któryś z nich oferuje jakieś fajne zniżki? Tak mija 30 minut. W biegu rzucasz się na dół, waląc do pierwszego lepszego lokalu aby cokolwiek zjeść. W obsłudze stoi dziś mega przystojny koleś, ale ty go nie zauważasz, bo dostałaś notyfikację na telefonie. Trzeba sprawdzić kto to i czego chce.

Wieczorem…

Siedzisz w łóżku i próbujesz umówić się na randkę. Nieee… ten nieciekawy. W lewo. Ten też nie. W lewo. Ten też nie. W lewo. Po dwudziestu minutach, pojawia się jakieś “ciacho”. Klikasz w prawo. Zmaczowaliście się. Jeeejjj! Jesteś szczęśliwa. Brunet o niebieskich oczach rozpoczyna rozmowę. “Hej”. Zastanawiasz się przez pięć minut co odpisać. Piszesz: hej. On na to: co tam? Ty: wysyłasz emodżi z uśmiechem. On odsyła: emodżi z flirtem. “Romowa” na tym poziomie trwa przez kolejne kilka minut. Chyba sobie darujesz. Usuwasz delikwenta. Wracasz do przeglądania profili. Ten nieciekawy. W lewo. Ten też nie. W lewo. Ten też nie…

Kilka minut później.

Otrzymujesz na Facebooku wiadomość od kolesia, którego jakiś czas temu spławiłaś bo ma żonę i malutkie dziecko. Pisze, że jest samotny. Odpisujesz niechętnie: co się dzieje? W odpowiedzi dostajesz zdjęcie delikwenta z gołym torsem jak leży w łóżku. Pytasz się: gdzie twoja żona? On: zasnęła.

Sytuacji jak powyższa jest w dzisiejszych czasach bez liku. Jeszcze jakiś czas temu olewałaś, albo bawiłaś się w dalszą bezsensowną pisaninę. Tym razem odpowiadasz: wiesz co? Nudny jesteś! Myślisz, że jak sobie konia zwalisz na zdjęciu to mi zaimponujesz? Takich facetów jak ty, to ja mam na pęczki. Nie jestem zainteresowana. Mnie interesuje mężczyzna, który wie jak traktować kobietę taką jak ja. Mężczyzna, który zaprosi na prawdziwą randkę. Użyje odpowiednich słów. Będzie szarmancki jak prawdziwy samiec Alfa. Także ten… wracaj do swojej żony. Samotny to ty nie jesteś.

 

Dwadzieścia lat wcześniej. Jest rok 1998. Czasy zamierzchłe. Na świecie wybucha fala telefonów komórkowych. Telefonów, które dzwoniły i wysyłały krótkie wiadomości tekstowe.

Dzwoni Michał. Odbierasz telefon. Słyszysz jak nabiera powietrza… I mówi: chciałbym cię zaprosić na kolację w ten piątek… jeśli nie masz innych planów oczywiście? Zatkało cię. Nie spodziewałaś się tego. Starasz się powstrzymać od radosnego pisku. Odpowiadasz: bardzo dziękuję. Zaproszenie przyjęte. Michał czuje twój uśmiech przez telefon, chociaż go nie widzi. Przez kolejne dni skupiasz się na pracy i domu. Nadchodzi godzina zero. Spotykacie się i… czuć magię chwili. Zachwycacie się wszystkim co was otacza, włączając w to was samych. Czujecie życie z niesamowitą wyrazistością. Wszystkie wasze zmysły są teraz wyostrzone. Telefony zostały wyłączone. Przecież to nie ma teraz znaczenia.

Kiedyś było lepiej…

Wilczyca

Jedna myśl na temat “Kiedyś było lepiej…

  1. Kiedyś było inaczej, na pewno lepiej pod względem „utrzymywania relacji międzyludzkich”.

    Były byle jakie telefony, w moim domu pojawił się dopiero jak miałam 17 lat! Tak!! Bo coś tam z centralą telefoniczną było (nomen omen) nie halo. Ale ile my wtedy mieliśmy czasu! Jejku, na wszystko!!! 😊

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s