Wizyta w Angielskiej Klinice Zdrowia… Seksualnego

Mieszkam w Anglii prawie dekadę i jak pierwszy raz usłyszałam nazwę Klinika Zdrowia Seksualnego to aż mnie zmroziło.

Przechodziłam obok owej kliniki kilkakrotnie i jakoś nie mogłam się przemóc aby tam wejść. Sama ich reklama, że robią testy na wykrycie HIV, syfilisu i innych chorób zakaźnych, szczerze mówiąc nie zachęcała. Na ich stronie internetowej dominowała także kampania marketingowa skierowana do młodocianych mam, włącznie z pigułką Po oraz możliwością aborcji. Zaś w poczekalni kliniki ludzie siedzieli stłoczeni jak w puszce sardynki, co stawiało ostateczną kropkę nad i… na to by nie iść!

Po kolejnej wizycie u GP (lekarza rodzinnego), który jak zwykle rozkładał ręce, że skierowanie mnie na rutynowe badania u ginekologa nie wchodzi w rachubę, niechętnie poczłapałam do kliniki. Ku mojemu zdziwieniu w środku było pusto, a gustownie ubrana Afrykanka przywitała mnie z ciepłym uśmiechem i doradziła aby zarejestrować się on-line wraz z rezerwacją wizyty.

Trzy tygodnie później… siedzę w poczekalni. Po pięciu minutach przychodzi po mnie pielęgniarka. Ma około trzydziestki, szczery uśmiech i prezentuje się “grzecznie” elegancko. Idziemy długim korytarzem, który prowadzi do pokojów podobnych do tych jak w Polskich gabinetach ginekologicznych. Wchodzimy do jednego z nich i zaczyna się wywiad.

Wywiad jest poufny i mam wrażenie, że ma głównie na celu pomóc klinice prowadzić statystyki. Pierwsze pytania dotyczą tego ile mam lat, czy mam regularny okres, czy rodziłam i jaką antykoncepcję stosuję. Następnie przychodzi fala docelowych pytań… czy jestem heteroseksualna, czy kiedykolwiek spałam z kobietą, czy czasem biorę narkotyki, z iloma partnerami spałam. I tu następuje milczenie.

Patrzę się na pytającą, jak na wariatkę. Serio? Mam podać liczbę? A czy to ważne? Uśmiecha się zachęcająco dodając, że zdaje sobie sprawę, że te pytania są dosyć prywatne. Kontynuujemy. Pada pytanie o narodowość panów, z którymi spałam. Zastanawiam się totalnie rozbrojona co odpowiedzieć. Może powiem, że z całą etniczną mieszanką występującą na ziemi? Wrrrrr. Pospiesznie wyrzucam z siebie cztery narodowości. Zapominając o Angielskiej. Pewnie nie starczyłoby jej okienka w formularzu, a mnie cierpliwości by “to” prześledzić.

Pada kolejne pytanie. Czy którykolwiek z partnerów był nosicielem HIV lub innej choroby wenerycznej? Erm… no więc nie wiem! Skąd mam wiedzieć? W chwili gorącego upojenia nikt nie wyskakuje z takim pytaniem. No bo przecież nikt nie pomacha ci zaraz wydrukiem chorób wenerycznych. No hello?!

A czy zawsze używam kondomów? Heh… no nie zawsze. Znajdź faceta, który sam z siebie nalega na używanie i jest na to przygotowany… rzadkość. Babeczka przytakuje i mówi mi, że to standardowa śpiewka jaką sama wielokrotnie słyszała. Zazwyczaj wymówką jest, że koleś ma za dużego ptaka, albo że w kondomie to jak konsumowanie lizaka przez papierek. O 10 wymówkach od prezerwatywy pisała tutaj Szczurzyca.

Zostaje mi pobrana krew, a następnie fikam z jakimś badylem do toalety. Trzeba sobie wsadzić to ustrojstwo w miejsce intymne, a następnie zanurzyć w jakimś dziwnym płynie w tubie. Odnoszę to cudo do laboratorium. Pielęgniarka informuje mnie, że negatywny wynik (czysty) wyślą SMS-em, a jeśli wyjdzie HIV pozytywny lub coś innego, to będą dzwonić. Ale żeby i tak się nie przejmować bo przy dobrej diecie większość ludzi dożywa dziewięćdziesiątki. Częściej padają ludzie od stresu na zawał lub wylew, więc nie ma się czym martwić. Wyśmienicie! Tylko czy ja chcę żyć tak długo?!

Patrzy się na mnie czy potrzebuję czegoś jeszcze? Ano potrzebuję. Moja miedziana wkładka wewnątrzmaciczna ma już pięć lat. Podaję jej instrukcję, choć jest po polsku. Idzie się skonsultować z lekarzem obok. Wraca i z radością grucha, że spokojnie mogę jej nie zmieniać przez kolejne pięć lat jeśli nie mam żadnych problemów. A potem abym wróciła to zmienią mi tutaj na podobną. Pytam się z ciekawości ile ta przyjemność teraz kosztuje? Kobieta się śmieje zdumiona i mówi, że nic.

Teraz obie jesteśmy zdumione. Ja faktem, że w Polsce zawsze za to płaciłam. Cóż jak widać kraj to obyczaj. Przypomina mi się teraz Dubaj i moja praca na kontrakcie. Pamiętam jak raz weszłam tam do apteki i po pięciu minutach wyszłam z pigułkami antykoncepcyjnymi… bez recepty.

Na koniec prowadząca pyta się mnie czy nie cierpię na przemoc domową? Dodaje że to obecny wymóg, ponieważ wiele kobiet, ale także i mężczyzn, żyje w strachu przed oprawcą. Kiwam głową zaprzeczając. Odprowadza mnie do wyjścia podając dwie koperty ze zwojem prezerwatyw oraz… kolorową ulotkę. Prosi aby dbać o siebie, oraz jeśli jestem zainteresowana wolontariatem w nowej organizacji, która pomaga młodym kobietom wyjść z sideł wirtualnej prostytucji, to na ulotce jest kontakt.

Pozdrawiam ją serdecznie i rozpromieniona, ale i zaintrygowana wychodzę. Trzeba będzie to sprawdzić. Jak widać obecna dostępność seksu, doprowadziła do tego, że wiele ludzi decyduje się na “łatwy” zarobek.

Wilczyca

 

Ps. Przyszedł SMS.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s