To fascynujące, jak wiele języków świata zbudowało swoje najmocniejsze obelgi wokół kobiet.
„Motherfucker.”
„Son of a bitch.”
„Kurwa.”
„Whore.”
„Suka.”
Bardzo rzadko słyszymy odpowiedniki skoncentrowane na mężczyznach.
Nikt nie mówi:
„fatherfucker”.
I właśnie to mówi o społeczeństwie więcej, niż ludziom się wydaje.
Język nigdy nie jest przypadkowy
Przekleństwa są jak psychologiczne lustro kultury.
Pokazują:
- czego społeczeństwo się boi,
- co uważa za hańbę,
- co chce kontrolować,
- i kogo najłatwiej upokorzyć.
A historia wielu kultur wyglądała podobnie:
kobieta była postrzegana jako „honor rodziny”.
Jej seksualność miała być kontrolowana.
Pilnowana.
Oceniana.
Dlatego przez setki lat największą obelgą dla mężczyzny bardzo często było… obrażenie kobiety z jego rodziny.
Nie jego samego.
Jego matki.
Jego siostry.
Jego żony.
To właśnie dlatego w tak wielu językach świata przekleństwa krążą wokół kobiecej seksualności.
Kobieca seksualność jako „hańba”
To niezwykle ciekawe zjawisko społeczne.
Mężczyzna mający wiele partnerek przez wieki bywał postrzegany jako:
„męski”,
„silny”,
„zdobywca”.
Kobieta aktywna seksualnie często dostawała etykiety:
„dziwki”,
„szmaty”,
„kurwy”.
Ta podwójna moralność istnieje w kulturze do dziś.
I właśnie dlatego wiele najmocniejszych obelg nadal koncentruje się wokół kobiet.
Bo społeczeństwo historycznie dużo bardziej obsesyjnie kontrolowało kobiece ciało niż męskie.
A co z mężczyznami?
Oczywiście istnieją przekleństwa dotyczące mężczyzn.
Ale bardzo często dotyczą one:
- słabości,
- braku siły,
- niepowodzenia,
- homoseksualności,
- lub „niemęskości”.
To również wiele mówi o kulturze.
Bo patriarchalne społeczeństwa karały:
- kobiety za seksualność,
- a mężczyzn za brak dominacji.
Dlaczego nie istnieje „fatherfucker”?
Bo historycznie ojciec nie był traktowany jako symbol honoru seksualnego rodziny w taki sam sposób jak matka.
Brzmi brutalnie, ale wiele kultur budowało swoją strukturę wokół kontroli kobiet:
ich ciała,
dziewictwa,
wierności,
i „reputacji”.
Dlatego obrażenie matki stało się dużo mocniejszym narzędziem poniżenia niż obrażenie ojca.
To pokazuje, jak głęboko zakorzeniona była idea, że wartość kobiety znajduje się przede wszystkim w jej seksualności i „moralności”.
Język zmienia się wolniej niż świat
Najciekawsze jest jednak coś innego.
Dziś wiele kobiet:
pracuje,
prowadzi firmy,
zarządza państwami,
zarabia więcej od partnerów,
decyduje o własnym życiu.
Ale język nadal często nosi w sobie ślady dawnych struktur społecznych.
Przekleństwa bywają jak archeologia kultury.
Pokazują stare lęki i stare obsesje, nawet jeśli świat wokół już się zmienia.
Czy to oznacza, że nie wolno przeklinać?
Nie o to chodzi.
Chodzi raczej o świadomość.
Bo kiedy człowiek zaczyna analizować język, nagle zauważa coś bardzo ciekawego:
jak wiele społeczeństwo mówi o kobietach nawet wtedy, gdy wydaje się, że mówi o czymś zupełnie innym.
I być może właśnie dlatego temat przekleństw jest dużo głębszy niż tylko „brzydkie słowa”.
To historia tego, kogo przez wieki próbowano zawstydzać najbardziej.
I odpowiedź jest dość oczywista.
Wilczyca
