Wyobraź sobie taką sytuację: słoneczny dzień, urokliwe uliczki Lublina, uśmiechnięci ludzie, muzyka, flagi i świętowanie African Day (Dnia Afryki). Normalny element życia w otwartym, europejskim państwie w połowie 2026 roku. Wydarzenie kulturalne jak każde inne – okazja, by poznać inną tradycję, zjeść coś nowego, pogadać, uśmiechnąć się.
Wydawałoby się, że nikomu tym krzywdy nie robią. A jednak.
Wystarczy, że ktoś wrzuci z tego krótkie nagranie do sieci, a w sekcji komentarzy natychmiast pękają rury z mentalnym szambem. Poziom absurdu, rasizmu i zwyczajnej, prymitywnej głupoty, jaki wylewa się z profili niektórych naszych rodaków (i nie tylko), pokazuje, że proces ewolucji u niektórych osobników zatrzymał się gdzieś w okolicach kredy.
Zróbmy mały przegląd tej internetowej jaskini i zobaczmy, czego tak potwornie boją się nasi rodzimi troglodyci.
1. Syndrom oblężonej twierdzy, czyli „zaleje nas chołota”
Ulubioną rozrywką sieciowych jaskiniowców jest straszenie apokalipsą. Kiedy widzą grupę ludzi tańczących z flagami Mozambiku, w ich głowach natychmiast uruchamia się alarm wojenny.
Jeden z komentujących, Wojciech, pisze z pełną powagą (i tradycyjnym już dla tej grupy brakiem znajomości ortografii):
„Zakute łby za chwilę zaleje nas ta cholota i się będziecie cieszyć jak Niemcy .Francja,Anglia itp tylko że nich to już nie da się wieczorem już wyjść bezpiecznie na drogę.”
Klasyk. Wizja, w której jeden kulturalny pochód w Lublinie oznacza automatyczny zakaz wychodzenia z domu po zmroku, to wyższy poziom paranoi. Ludzie, którzy nigdy nie wystawili nosa poza swoją rodzimą gminę, najgłośniej krzyczą o tym, jak wygląda życie w Paryżu czy Londynie. Kolejny „strateg”, Tony, wtóruje mu z angielskim akcentem: „That’s not integration that the start of an African colony” (To nie integracja, to początek afrykańskiej kolonii).
Aż chce się zapytać: ludzie, czy Wy słyszycie sami siebie? Czy pokojowy festiwal kulturalny w środku dnia naprawdę jawi Wam się jako inwazja wojskowa?
2. „Co się kur.a dzieje już w Polsce.?” – czyli lęk przed nowoczesnością
Najbardziej uderzające w tych komentarzach jest kompletne zagubienie tych ludzi we współczesnym świecie. Oni autentycznie cierpią na poznawczy dysonans. Świat idzie do przodu, granice się zacierają, ludzie podróżują, studiują i pracują na całym globie, a pan Seweryn pyta z przerażeniem:
„co się kur.a dzieje już w Polsce.?”
Co się dzieje, panie Sewerynie? Normalność się dzieje. Świat się dzieje. Polska przestaje być skansenem zamkniętym za żelazną kurtyną, a staje się normalnym, ciekawym miejscem, gdzie jest przestrzeń dla różnych kultur. Ale dla człowieka z mentalnością jaskiniowca każda zmiana i każdy inny kolor skóry to zamach na jego małe, bezpieczne, szare uniwersum.
Do tego dochodzi tradycyjna armia „wyganiaczy” spod znaku Michaela, który z subtelnością godną neandertalczyka pisze krótko: „Get them outttt” (Wypierdolić ich).
3. Co ma piernik do wiatraka? Festiwal teorii spiskowych
Internetowi troglodyci mają jeszcze jedną unikalną cechę: potrafią połączyć radosny taniec na ulicy z dowolną tragedią historyczną lub kryminalną z drugiego końca świata, byle tylko uzasadnić swoją nienawiść.
Pod postem o święcie kultury czytamy więc o… zabójstwie prezydenta Gdańska (Kristian: „I remember the mayor of Gdansk got taken out too, due to knife crime”) albo o sytuacji w RPA (Dawid: „A białych w RPA i Rodezji zabili tacy przyjaźni czarni”).
To jest właśnie ta logika: ktoś tańczy w Lublinie, więc na pewno odpowiada za apartheid, kryminał z Gdańska i globalny terroryzm. To nie jest dyskusja. To jest ślepa, bezmyślna projekcja własnych lęków, frustracji i życiowych niepowodzeń na „Obcego”. Bo najłatwiej nienawidzić kogoś, kogo się nie zna i nie rozumie.
Słowo od Wilczycy
Czytając takie komentarze, łatwo poczuć zażenowanie i złość. Ale prawda jest taka, że ci ludzie zasługują bardziej na współczucie niż na gniew. Żyją w ciągłym, paraliżującym strachu przed światem, który ich przerasta. Każda inność ich przeraża, bo ich własne poczucie wartości jest tak kruche, że widok uśmiechniętego człowieka o innym kolorze skóry grozi im „zawaleniem się świata”.
Świat i tak pójdzie do przodu. Żadne krzyki Wojciechów, Sewerynów czy innych Michaelów nie zatrzymają tego, że stajemy się globalną społecznością.
Lublin pokazał piękną, kolorową twarz. A jaskiniowcy? Niech sobie siedzą w swoich ciemnych profilach i szczekają na karawanę, która już dawno odjechała w stronę nowoczesności. My róbmy swoje, otwierajmy głowy i nie dajmy się zatruć tej przedpotopowej nienawiści.
Wilczyca
