Kto zasługuje na tytuł „ojciec dziecka”?

Do dzisiejszego artykułu zainspirowała mnie, moja własna sytuacja życiowa.

Dwa dni temu otrzymałam telefon, od „ojca” mojego prawie dorosłego syna. Jak zawsze narzekał jak mu ciężko opłacić dom, w którym sam mieszka (dom, którego się zrzekłam, choć prawnicy doradzali sprzedać).

Powiedziałam mu, że doskonale go rozumiem… ponieważ sama utrzymuję naszego syna od dziesięciu lat. Po tym zapadła oczywista cisza.

Kontynuował wcześniejszy temat, dotyczący operacji zdrowotnej którą przeszłam. Od dramatycznego „o boże”, do „no jak mogłaś nic nie powiedzieć, przecież jesteśmy rodziną”.

Zaśmiałam się serdecznie i spytałam, czy znowu zapomniał numer telefonu syna.

Każdy telefon, który otrzymuję od mojego byłego męża, brzmi praktycznie tak samo. To tak jakby ktoś nagrał przekaz, i odtwarzał go przez kolejne lata. Dzwoniąc trzy razy w skali roku.

Z człowiekiem tym, wzięłam rozwód dziesięć lat temu. Po siedmiu latach, przestał płacić alimenty na syna. Wymówkę miał zawsze taką samą jak powyżej… bo mu tak ciężko. Mimo tego, nie utrudniałam mu kontaktów z synem, ani nie oczerniałam go przed nim.

Przez siedem lat od rozwodu, telefony które otrzymywałam… były natury nękającej, prawnicy by to nazwali przemocą emocjonalną. Dochodziło do tego, że próbował zmanipulować moją mamę i babcię, do przekazywania mi wiadomości.

Jeszcze jak byliśmy małżeństwem, wrobił mnie w długi wartości kawalerki w Warszawie. Nie było to celowe, ale pociągnęło za sobą sześć lat, ogromnie stresującej walki o przetrwanie. Pierwsza jego zdrada była najgorsza, a każde kolejne coraz bardziej mnie otępiały. O kolejnych „cudach” jakie poczynił, dowiadywałam się albo od znajomych, albo od komorników, albo od pomocnych mi policjantów.

Na zewnątrz prezentował się jak najlepszy ojciec, chętnie pozując do zdjęć z synem, lub pisząc na Facebooku, jak bardzo kocha swoją rodzinę. Z czasem też zaczął pokazywać się, w kręgach księży katolickich oraz w ośrodkach dla niepełnosprawnych dzieci.

Naprawdę, czyli poza kulisami publiczki i rodziny, człowiek który nigdy nie miał czasu na swojego syna, ani na mnie. Do tej pory nie wiem, czy byliśmy dla niego, tylko przedmiotami które używał. Czy też, człowiek ten, nie miał właściwych wzorów rodzicielskich. A może o wszystko należy winić… różnice kulturowe, z kraju z którego pochodzi. Dla mnie, nie ma to już znaczenia.

Mój tato, był naprawdę wspaniałym ojcem. Im staję się starsza, tym bardziej doceniam jego nauki, oraz czas który miał dla mnie i mojej mamy. Pomimo tego, że był oficerem, pracował w PZLA (Polskim Związku Lekkiej Atletyki), a później założył firmę i współstworzył kilka maratonów… zawsze znalazł czas aby go z nami spędzić. Toteż graliśmy w gry planszowe, oglądaliśmy filmy, chodziliśmy do kina, obserwowaliśmy gwiazdy, śpiewaliśmy przy ognisku, biegaliśmy po łąkach, pływaliśmy w rzece. Nauczył mnie też jak przetrwać w lesie, jak jeździć konno, jak prowadzić samochód czy… jak prowadzić małą firmę.

Nie był chodzącym ideałem, ponieważ nikt nim nie jest. Ale był bez wątpienia, wspaniałym ojcem. Ojcem jakiego, wiele osób mogłoby sobie życzyć. Często rozmawialiśmy o życiu. Potrafił jak nikt inny wysłuchać i przedstawić swoje punkty widzenia, jeśli się go o to poprosiło. Miał w sobie tą niezachwianą wiarę, w pokojową walkę o Dobro, które wierzył. Myślę że, zakodował we mnie, wzór mężczyzny i pewien wzorzec zachowań. Nie nauczył mnie tylko jednego… tego że nie każdy mężczyzna jest taki jak on.

Mając powyższe porównanie, pomiędzy moim tatą, a „ojcem” mojego syna… doszłam do wniosku, że nie każdy zasługuje na tytuł „ojciec dziecka”. Osobnicy tacy jak mój były mąż, powinni być w papierach wpisani jako „dostawca spermy”, albo bardziej dostojnie „współtwórca dziecka”. Ewentualnie w papierach, powinna figurować grupa jako „ojciec dziecka”. W przypadku mojego syna są to: moja kochana mama i babcia, moja najbliższa przyjaciółka (współtwórczyni tego bloga), mój bliski przyjaciel Anglik oraz osoba ze strony byłego męża (do niej często podrzucał syna, bez mojej wiedzy).

I na koniec chciałam dodać, że w Polsce, do przedłużenia paszportu nastolatka, jest wymagana w urzędzie obecność obojga rodziców (bez względu na ich status). Dzięki temu przyzwala się, na przemoc wobec kobiet i dzieci. A pomaga się oprawcom. Zapis w Anglii mówi jasno, że o paszport dla nastolatka do 16-tu lat, może złożyć wniosek przez internet – jeden opiekun prawny dziecka (dokumenty wysyła się pocztą).

I tak długo, jak w Polsce, bezmyślna część społeczeństwa, będzie wmawiać nam kobietom: „no ale to jest przecież ojciec dziecka”, dopóki przemoc wobec kobiet i dzieci nie zniknie.

Wilczyca

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s