Kościół powinien uczyć bycia dobrym człowiekiem

Ostatnie miesiące w Polsce to ciągłe walki. Walka o władzę prezydencką. Walka o kompromis w sprawie aborcji…

Obserwuję ten cały bajzel, jak astronauta przygląda się z kosmosu ziemi (tak mówi moja ajurwedyjska guru). I jedno czego nie potrafię pojąć, to mieszanie się Kościoła w sprawy polityki. Bowiem nie od dziś wiadomo, że Kościół stoi po stronie PiS. I razem wzajemnie się wspierają. 

Kościół sam zawsze głosił, że na zło odpowiada się dobrem. Przynajmniej tak głosi Nowy Testament. Głosił też, że należy “szanować bliźniego swego jak siebie samego”. A zatem dlaczego nie szanuje on ludzi z LGBT, innego wyznania, czy innego koloru skóry? 

Moim zdaniem dlatego, że Kościół odszedł od duchowieństwa, i sam dołączył do człowieczeństwa. Patrząc przez pryzmat człowieczeństwa, można uznawać, że każdy który jest innego koloru, wyznania, płci… nie jest naszym bliźnim. Ale patrząc przez pryzmat duchowości, wszyscy bez wyjątku jesteśmy tacy sami. Bowiem nasz rdzeń, czyli dusza, jest taka sama.

A oto pierwszy przykład odejścia Kościoła od duchowieństwa.

W wieku dziesięciu lat, biegając na około kościoła, zaobserwowałam że pod Parafią zaparkowane były same luksusowe auta. Auta, na jakie większość ludzi nie byłoby wtedy stać. Jeden z księży zaczął na mnie krzyczeć, że mam natychmiast wejść na mszę. Był wysoki i niesamowicie otyły. Do tego stopnia, że mógłby na swoim brzuchu kłaść Biblię. Nosił zegarek ze złota, złoty krzyż u szyi wielkości 15 cm, oraz kluczyki od Mercedesa. Z jego oczu zionęła czarna otchłań. Był to ktoś, kto przegrał swoją walkę z ziemskimi przyjemnościami, mimo tego że zaprzysięgał się stać po stronie duchowieństwa. Był to ktoś kompletnie fałszywy, a gniewem i zasłanianiem się Kościołem, przymuszał ludzi do podporządkowania się. Człowiek ten niczym nie różnił się od wielu wpływowych psychopatów, na szczeblach politycznych, edukacyjnych, policyjnych czy mafijnych. 

A oto drugi przykład odejścia Kościoła od duchowieństwa.

Kiedyś pojawiła się w szkole zakonnica, która uczyła mojego syna. Miał on wtedy siedem lat, a zakonnica prawdopodobnie była koło pięćdziesiątki. Nie dość, że kazała dzieciom kuć na pamięć, jakieś kretyńskie wersy, które dla tak małych dzieci, nic nie znaczyły. To dodatkowo, wprowadzała do klasy, dyktaturę i strach. Mój syn od początku, był przez tą zakonnicę prześladowany. Najpierw był prześladowany za to, że rodzice nie mają ślubu kościelnego. Potem był prześladowany za to, że ojciec jest innego koloru skóry. A na koniec był prześladowany za to, że nie ma chrztu. Któregoś dnia tak się wkurwiłam, że mimo licznych protestów… wypisałam syna z lekcji religii.

A teraz droga czytelniczko/ czytelniku… zastanów się jaki motyw widzisz w powyższych życiowych przykładach? Ja widzę: nienawiść, zakłamanie, dyktaturę, nietolerancję… i zasadniczy cel tego wszystkiego wyzysk finansowy, i zastraszonych niewolników systemu.

Dwa powyższe przykłady są skrajne, ale na czterdzieści lat życia wiem, że z opowieści wielu moich znajomych, jest ich niestety… o wiele więcej. O wiele więcej, niż tych pozytywnych.

Natomiast do pozytywnych… należy wspomnieć księdza misjonarza, który jest obecnie koło pięćdziesiątki. Wyszumiał się jako kawaler z wieloma kobietami. Był szczęśliwie żonaty. Doczekał się syna i córki. W którymś momencie stwierdził, że nie potrafi tak dalej żyć. Przeszedł depresję, zmianę pracy, rozwód, terapię. Nic jednak nie zapowiadało się na lepsze. Wtedy zrozumiał, że czuje w głębi duszy, iż chce pomagać ludziom. Że chce być wysłannikiem Najwyższego/ Najwyższej Mocy. Mężczyzna ten, zaczął jeździć na zagraniczne misje. Obserwując w jakich warunkach żyje i umiera wiele dzieci i dorosłych, poczuł że wreszcie odnalazł swoją drogę. Mówi, że stara się zawsze skupiać na tych, których zdołali uratować. A tych, których pożegnali, że przynajmniej nie byli oni sami… i że przecież są już w Niebie. Karol (tak go nazwijmy) mimo różnych schorzeń cielesnych, ciągle się śmieje. Przyciąga też ludzi, swoją normalnością. Bowiem, przyznaje się że czasem ma słabość do dobrej starej whisky. A jego doświadczenia życiowe sprawiają, że ludzie czują się przy nim bezpiecznie. Czują się przy nim… po prostu dobrze, a ich dusze po każdej rozmowie z Karolem… przeżywają oczyszczenie. Doznając niesamowitej lekkości… tak jakby dotknęły światła.

Obserwując naszą kulę ziemską, i ilość walk, jakie toczą obecnie ze sobą ludzie, wydaje się, że żyjemy w Czasach Apokalipsy. Nie wiadomo już, kto walczy przeciwko komu. I w zasadzie, po co tak naprawdę walczy? Bo przecież nie po to, aby chronić naszą Planetę.

Wydaje się, że nawet Pandemia, nie jest w stanie potrząsnąć niektórymi, aby zrozumieli, że z duchowego punktu widzenia, jest ona po to… aby ludzie OBUDZILI SIĘ. Bowiem podczas pierwszego poważnego lockdownu, zaczęliśmy zwalniać tempo życia. Zaczęliśmy spędzać ze sobą więcej czasu, wychodząc na łono natury. Zaczęliśmy być dla siebie, bardziej przyjaźni i pomocni. Zaś natura zaczęła, odradzać się. Natura, która bez nas da sobie radę. Ale my bez niej nie! (Polecam film na Netflix – David Attenborough: Życie Na Naszej Planecie. Każdy człowiek powinien ten film obejrzeć).

Biorąc pod uwagę co powyższe, oraz przykład Karola… ja wiem jaki wybieram Kościół. Wybieram Kościół, który stoi po stronie duchowieństwa. Wybieram Kościół, który stoi po stronie tolerancji. Wybieram Kościół, który stoi po stronie wolnego wyboru. Wybieram Kościół, który przede wszystkim uczy bycia dobrym człowiekiem.

Wilczyca

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s