Rozmyślania nad ludzkością – fragmenty z książek

Wybiła druga rano. Za oknami panuje cicha, ciemna i zimna noc. A ja dalej rozmyślam nad ludzkością, zanurzając się w bogate zasoby internetu.

 

(…) Opowiedział mu też o Royu Johnsonie, Dużym Edzie Dunkelu, o swoich kumplach z dzieciństwa, o kolegach z ulicy, o niezliczonych dziewczynach, które miał, o orgietkach i zdjęciach pornograficznych, o swoich idolach, o przygodach. Ganiali razem po mieście jak opętani, zachwycając się wszystkim dokoła, jak to wówczas mieli w zwyczaju, co później wywoływało w nich znacznie więcej smutku, refleksji i pustki.

Ale wtedy jeszcze tańczyli na ulicach, jakby mieli kuku na muniu, a ja kuśtykałem za nimi, tak jak przez całe życie kuśtykam za fascynującymi mnie ludźmi, bo dla mnie prawdziwymi ludźmi są szaleńcy ogarnięci szałem życia, szałem rozmowy, chęcią zbawienia, pragnący wszystkiego naraz, ci, co nigdy nie ziewają, nie plotą banałów, ale płoną, płoną, płoną, jak bajeczne race eksplodujące niczym pająki na tle gwiazd, aż nagle strzela niebieskie jądro i tłum krzyczy „Oooo!”. (…)

Jack Kerouac – W Drodze

 

(…) Niewielu jest ludzi, którzy się interesują tym, co kto inny myśli albo co ma do powiedzenia. W najlepszym razie słuchają cię, żebyś ty potem musiał ich wysłuchać. I wszyscy nawzajem wciskają sobie tony kitu. Czasami trafi się ktoś, kto wygląda, jakby słuchał, ale w końcu się wydaje, że tylko czai się na jedno twoje słowo, takie, od którego będzie mógł odbić z własną opowieścią. Mnie rozmowy towarzyskie przeważnie nudzą.

Renaldi słucha naprawdę. Chce się dowiedzieć. Człowiek ma wrażenie, że robi mu swoim opowiadaniem dużą frajdę. Słucha tak, jakby to, co się mówi, było dla niego naprawdę ważne, i zadaje dokładnie te pytania, na które się czeka, i to zawsze w odpowiednim momencie. Działa na mnie jak jakaś lewatywa mózgu: o mały włos nie puszczam farby na całego. W ostatniej chwili gryzę się w język. Może on mi się taki wydaje tylko dlatego, że potrzebuję z kimś pogadać. (…)

William Wharton – Ptasiek

 

(…) Nawet McMurphy nie wie, że się porusza we mgle. A jeśli wie, niczym nie daje poznać, że mu to przeszkadza. Nie daje zresztą personelowi poznać, że mu to cokolwiek przeszkadza – nic bowiem tak nie irytuje ludzi, którzy chcą ci obrzydzić życie, jak to, że zachowujesz się, jak gdybyś tego nie zauważał. Jest uprzejmy dla pielęgniarek i czarnych, bez względu na to, co do niego mówią i jakich chwytają się sztuczek, żeby wypro­wadzić go z równowagi.

Zdarza się, że krew go zalewa, kiedy słyszy jakieś bzdurne zarządzenie, ale nic nie daje po sobie poznać, staje się jeszcze bardziej grzeczny i uprzejmy, aż wresz­cie dostrzega, jakie to wszystko jest śmieszne – zarówno sam regulamin, jak i potępiające spojrzenia, którymi personel zmusza nas do posłuchu, oraz nagany, których nam udziela, jakbyśmy mieli niespełna trzy lata. Wtedy zaczyna rechotać, a to drażni personel jak diabli. (…)

Ken Kesey – Lot nad Kukułczym Gniazdem

Wilczyca

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s